JESTEŚ ZDRAJCĄ CZY BOHATEREM?
Nadchodzi prawdziwa Inwazja! Ważą się losy Nessy i całej Irlandii.
Nikt nie przypuszczał, że po Wezwaniu przyjdzie im się zmierzyć z o
wiele poważniejszym zagrożeniem.
Zegar się zatrzymał, by wygrać z Sídhe nie wystarczą już 24 godziny…
Po przeżyciu wielu niebezpieczeństw, Nessa i Anto mogą w końcu zacząć
marzyć o wspólnym, szczęśliwym życiu. Spokój nie trwa jednak długo.
Przerażający atak na ich szkołę daje początek polowaniu na zdrajców,
którzy przeżyli Wezwanie. Wina Nessy jest oczywista, nikt nie wątpi, że
spiskowała z wrogiem. Za karę dziewczyna zostaje odesłana do koszmarnej
Szaroziemi. Ma tam spędzić resztę swojego życia w otoczeniu Sídhe,
którzy zaplanowali już dla niej coś specjalnego.
Premiera: 06.06.2018 r.
Fragment książki:
Nessa siedzi na początku autobusu, jedną ręką obejmuje walizkę, jakby to był jej najlepszy przyjaciel. Patrzy na Irlandię przesuwającą się za szybą.
Bluszcz i chwasty przygniatają do ziemi walące się domy, nawet drzewa
wznoszą się triumfalnie ponad zrujnowanymi fabrykami i szkołami. Ich
piękno przyćmiewa wszelki smutek. Zimą soczyście zielone pola wyglądają
wspaniale, gdy przykrywa je migoczący szron, a odległe wzgórza są
zaledwie plamkami białej farby na błękitnym niebie.
O mały włos nie byłoby mnie tutaj i nie mogłabym podziwiać krajobrazu
– myśli. Nessa powinna już nie żyć. Ale żyje, żyje! Spełniła swój
obowiązek. Nikt nigdy nie musiał iść do Szaroziemi po raz drugi.
Przejeżdżają przez rozsypujące się miasta, gdzie pozostali tylko
starcy, a widok autobusu na chodzie jest tam tak rzadki, że milkną
wszystkie rozmowy i wielu ludzi do nich macha. Czy wiedzą, że jedzie nim
jedna z ostatnich ocalałych? Gdyby wiedzieli, robiliby jeszcze większe
zamieszanie. Nessa uśmiecha się na samą myśl. Uśmiecha się do każdego i
do wszystkiego, cieszą ją nawet dziury w asfalcie i drogi zablokowane
przez bydło, a także rynek w Ardee.
Wsiadają tu inne dzieci, grupa urodzonych w styczniu dziesięciolatków
jadących do Szkoły Przetrwania w Balbriggan. Postanawia na razie o nich
nie myśleć, ponieważ dziewięćdziesiąt procent z nich Sídhe zamordują w
ciągu kilku kolejnych lat. Nessa przeżyła. Po raz pierwszy w życiu
jedzie do Dublina, żeby spotkać się z Anto, chłopakiem, którego kocha.
Czternastolatkiem, który, podobnie jak ona, powrócił z wrogiej
Szaroziemi, zachowując życie i sporą ilość zdrowego rozsądku.
Gdy pordzewiałe znaki drogowe odliczają kilometry do celu, czuje się
coraz bardziej onieśmielona. Czy będą tam jego rodzice? Czy będą mieli
coś przeciwko, jeśli go pocałuje? Czy nie będą im przeszkadzały jej
cienkie, pałąkowate nogi, które zostały jej po chorobie polio, którą
przeszła w dzieciństwie?
Nie będą – myśli. Chociaż mogą się sprzeciwiać, gdy będzie
próbowała zabrać ich syna do Donegalu. Uśmiecha się tak, że aż bolą ją
policzki, bo od wielu godzin ma taki sam wyraz twarzy.
Autobus wjeżdża na most wiszący w pobliżu Drogheda, ale wyjazd w
stronę Dublina jest zablokowany przez minibusa i rządowy samochód.
Zatrzymują się, a dzieciaki wyciągają szyje, żeby zobaczyć, co się
stało.
Kierowca składający się w dziewięciu dziesiątych z brzucha i jednej
dziesiątej z siwych wąsów zamienia kilka słów ze starszą policjantką, po
czym zwraca się do pasażerów:
– Musimy tu wysiąść – krzyczy. – To nie potrwa długo. Jakieś dziesięć minut.
Na dziurawej nawierzchni stoi grupa dorosłych w trenczach, którzy wyglądają, jakby wyjęto ich z filmu.
– Ustawić ich w rzędzie! – rozkazuje mężczyzna na przedzie. –
Czekajcie! Nie denerwujcie się. – Następnie przemierza dziesięć kroków i
podchodzi do Nessy. Sídhe mordują nastolatków od dwudziestu pięciu lat,
co oznacza, że ten wysoki człowiek może być w odpowiednim wieku, by
uniknąć Wezwania. Ale nie. W jego ruchach jest coś, co sugeruje, że
nigdy już nie zazna spokoju. Ten mężczyzna widział Szaroziemię. Był tam
jako jeden z pierwszych, w czasach, kiedy nikt nie rozumiał, co się
dzieje. Zanim pojawili się specjalnie wyszkoleni doradcy, którzy mają
pomagać uporać się ze skutkami Wezwania.
– To ona, prawda? – wymawia to szeptem, jakby palił go język.
Niektórzy z pierwszych ocalałych radzili sobie z traumą za pomocą
jedzenia. Niektórzy sięgnęli po narkotyki lub pogrążyli się w dziwnych
obsesjach.
Inni całkowicie się rozsypali. Jednak ten mężczyzna ma tak potężne
mięśnie, że niemal pękają szwy jego płaszcza. Jest jednym z tych, którzy
codziennie ćwiczą, może poświęcają na to cały czas od momentu Wezwania.
– Tak, to ona – mówi młoda kobieta, a Nessę aż zatyka, gdy widzi, że
wśród dorosłych jest piękna i smutna Melanie. Dziewczyna z dziurą w
klatce piersiowej. Jedna z kilku osób, którym udało się przeżyć
katastrofę Szkoły Przetrwania w Boyle.
– Nie rozumiem – mówi Nessa. – Panie…?
– Detektywie. Detektyw Cassidy – odpowiada mężczyzna. – I to ja
jestem tym, który nie rozumie. – Ma kwadratową szczękę bohatera, a jego
niebieskie oczy patrzą tak, że ich żar mógłby stopić lodowiec. – Jak…? –
pyta. – Jak ktoś taki jak ty przeżył w Szaroziemi?
Nessa powstrzymuje się od wzdrygnięcia.
– Tak samo jak ty, detektywie. Walczyłam z Sídhe i zwyciężyłam.
Cassidy odwraca się na pięcie. Z tłumu wyciąga najmniejszego,
najsłabszego z niewyszkolonych dziesięciolatków. W zimnym powietrzu
oddech przerażonego chłopca tworzy małe chmurki pary, jednak nieznajomy
jedynie szepcze coś chłopcu do ucha i popycha go w stronę Nessy.
– Co… Co ci powiedział? – pyta Nessa. Nigdy w życiu nie była tak
skołowana. Ciepłą kurtkę zostawiła w autobusie. Bardzo chce jej się
sikać i, co gorsza, wcześniejsza euforia wynikająca ze zbliżającego się
spotkania z Anto przechodzi w coś bardziej przypominającego panikę.
Ni stąd, ni zowąd dziesięciolatek kopie ją w lewą nogę, która
załamuje się pod nią i dziewczyna wali się na ziemię z takim impetem, że
aż brakuje jej tchu.
Mężczyzna staje nad nią.
– Vanesso Doherty – mówi, jego głos przesycony jest nienawiścią – nie
mogłaś uciec przed Sídhe. Nie jesteś w stanie pokonać tego dzieciaka.
Aresztuję cię pod zarzutem zdrady stanu.
Czuje kajdanki zaciskające się na jej nadgarstkach i nie rozumie, co się dzieje. Co z Anto? Musi się z nim zobaczyć!
– Naród przetrwa – kontynuuje detektyw. – Wątpię, żeby tobie się to udało.



I co sądzicie po tym fragmencie? Będzie fajna? ;)
OdpowiedzUsuń